Jómsvikinga saga - Aneks: PRAWO HIRDU KNUDA WIELKIEGO

Prawo hirdu Knuda Wielkiego (ok.995-1035) przytacza w swej kronice Saxo Grammaticus (ks.X, Knud). Tekst nie ma formy kodeksu, lecz jest opisem, bogato ilustrowanym przykładami z życia. Nie jest pewne, na ile jest to autentyk lub zapis tradycji historycznej, a na ile pomysł kronikarza, nie wiadomo też, czy opis odzwierciedla stan prawa u schyłku epoki wikingów, czy raczej wyraża dwunastowieczne idee, połączone z moralizatorskim zacięciem autora. Prawo hirdu zapewne było tworzone w Anglii, późniejsze historyczne prawa, obowiązujące w duńskiej drużynie królewskiej, mogą, ale nie muszą, wywodzić się od prawa ustalonego przez Knuda Wielkiego.

Przetłumaczył z języka duńskiego za Fr. Winkel Horn: Jan Wołucki.

 

 

 

[…] Ponadto wzmocnił [Knud] swoje wojsko wspaniałymi, młodymi wojownikami, i aby zebrać dużo szybciej zdolny i gotowy do boju hird, zaproponował on dzielnym ludziom bardzo wysoki żołd, jako że uważał, że sława i honor królestwa nie będą aż tak zależeć od ilości wojowników, jak od ich odwagi i męstwa, i zuchwali wojownicy, których zawsze można skusić do szukania chwały, gdy jest tam również wynagrodzenie do zdobycia, szli na wyścigi, by dostać się do jego hirdu. […]

 

Napływało tam wielu wojowników do Knuda, i byli oni problemem zarówno ze względu na ich stan umysłu, jak i na ten żołd, który musiał im wypłacać. Większość z nich miała mianowicie więcej energii niż dobrych obyczajów, i ci, co wyróżniali się na wojnie, mieli w pogardzie to, co wypadało w czasie pokoju, tak, że ci, co byli znakomici poza granicami państwa, wywoływali strach w domu, i nie dałoby się tam prawie znaleźć nikogo, kto jednocześnie byłby dzielnym wojownikiem i wzorowym człowiekiem. Dlatego też niektórzy czynili wręcz szkodę swoją obecnością na dworze królewskim, poprzez swą gwałtowność i awantury. Gdy król stwierdził, że byli oni tak bardzo różni, gdy chodziło o pochodzenie, język i mentalność, albowiem kierowali się oni różnymi i wzajemnie się wykluczającymi skłonnościami, niektórzy swawolą, niektórzy zawiścią, a niektórzy złością, wydał on spisany w najbardziej szczegółowych postanowieniach nadzwyczaj przydatny statut hirdu, który mógł zakończyć powstające z tak wielkiej różnorodności spory i nauczyć wojowników, co wypada, a co nie i jak się zachowywać. Rozważył on w sposób najbardziej staranny tę sprawę, i kierowany radami, które otrzymał od zelandczyka Ope, który przewyższał wszystkich mądrością i autorytetem, stłumił on wszelką wrogość pomiędzy towarzyszami broni, by niezgoda w granicach królestwa nie zakłócała pokoju poza nimi, i przymusił, żeby tak powiedzieć, niespokojnych wojaków do miłości braterskiej, zmuszając ich do przestrzegania praw. I aby połączyć dzielność i przyzwoitość razem, skłonił on najdzielniejszych wojowników do przyjęcia najpiękniejszych obyczajów, gorliwy, jak on był, w usuwaniu nieokiełznanych i porywczych ludzi ze swego hirdu, jak na łodzi opróżnia się zęzy z zanieczyszczonej wody. Tak by więc trzymać niegodnych ludzi z daleka od hirdu, ustalił on, że każdy wojownik powinien mieć swoje określone miejsce przy stole, według tego jak zasłużył, tak, że najwyżej siedział ten, który służył najdłużej; uważał bowiem za słuszne, by ci, którzy byli od dawna na służbie otrzymali honorowe miejsce przy stole, by nie było tak, że siedząc bez określonego porządku, miałoby im wydawać się, że nie ma żadnej różnicy w ich zasługach. Zdarzyłoby się, że ktoś przyszedł zbyt późno, bo z jakiegoś powodu był spóźniony, jego towarzysze zrobią miejsce dla niego pomiędzy sobą. Jeżeli zdarzyło się, że siedzieli tak ciasno razem, że ten, który przyszedł ostatni nie mógł zająć miejsca, gdyż było zbyt wielu przy stole, powinien ten, co zajął jego miejsce, wstać i zająć kolejne, jednocześnie siedzący z boku powinien odstąpić mu swoje miejsce, i tak powinni oni wzajemnie oddawać cześć jeden drugiemu powstając, aż wszyscy przy stole przesunęliby się dalej, i ten, co przyszedł zbyt późno otrzymałby przynależne miejsce, a ten, co siedział na końcu, musiałby odejść od stołu. Jeżeli ktoś kierując się pychą, nie chciałby ustąpić z tego miejsca, które przynależało innemu, powinien tamten zgłosić skargę do najbliżej siedzących i wziąć ich na świadków na zgromadzeniu sądowym przeciw pozwanemu, czego następstwem byłoby, że ten, co samowolnie zatrzymał jego miejsce, zostałby haniebnie wygoniony ze służby. Król miał jednak prawo, by trzykrotnie uniewinnić tych, którzy byli winni tego wykroczenia, ale tylko w ten sposób, że za każdym razem, gdy znieważyli towarzysza broni zatrzymując jego miejsce, które było tamtemu należne, zostali przesunięci jedno miejsce dalej przy stole. W ten sposób ustanowił on tak prawo, że było w pół drogi pomiędzy srogością a łagodnością, połączył miękkość z twardością, jako że nie wykluczało ani skruchy, ani nie uwalniało tego, co się dopuścił występku, od kary. Uczynił się ktoś winnym czwarty raz tego samego wykroczenia, został on był usunięty od stołu, gdzie inni członkowie hirdu siedzieli, i musiał jeść na osobności, a nie miał wspólnego dzbana i półmiska razem ze swymi towarzyszami broni. Bowiem król uważał, że nie powinno się wybaczać nikomu więcej niż trzy razy, i potem powinien ten uznać, że sam jest sobie winien, skoro tyle razy zasłużył na swą karę. W ten sposób karał on upartość na czci, bowiem uważał król, że ten, co poniżył cześć wojownika, sam pozbawił się respektu, i ten, co nie okazywał właściwego szacunku równym sobie, nie powinien otrzymać tego od swych przełożonych. W ten sam sposób karano także wszystkie drobne wykroczenia, jak choćby jeżeli wymyślał ktoś innemu lub gdy wyszydzając go, oblał go napitkiem.

 

Przebywając na dworze królewskim – problemy w hirdzie najwyraźniej były nie tylko z szeregowymi wojami, lecz z dowódcami, którzy stanowili istotną część dworu królewskiego – mogli tam znajdować się oprócz Skandynawów także Anglicy, Niemcy, Obodrzyci, Pomorzanie, mający własne, sprzeczne często interesy narodowe, mogące nawet skutkować wojnami.

Statut hirdu – nie wydaje się, by Saxo opierał się na jakimś istniejącym, pisanym dokumencie, podaje on raczej zasady tak, jak przekazała mu to ustna tradycja.

Zęza – najniższe miejsce wewnątrz kadłuba statku, gdzie gromadzi się woda zaburtowa i spłukiwane z pokładu nieczystości.

Zgromadzenie sądowe – sprawy sądowe rozstrzygano na tingach, w sprawach hirdu w tingu uczestniczył król, był to więc sąd królewski.

 

Należy nadmienić, że król miał w zwyczaju częściej używać swych sił morskich niż lądowych, a gdy była potrzeba aby użyć jazdy, musieli ci wojowie, którzy nie mieli żadnego konia, na zmianę doglądać koni. Ci, którzy, gdy konie trzeba było odprowadzić do wodopoju, ciągle jeździli na koniach swych towarzyszy, a nigdy na swoim własnym, ukarani byli podobnie jak wcześniej tu wspomniana kara, bowiem tak wielkie znaczenie dla króla miało to, by jego ludzie okazywali należne uszanowanie, i uważał on, że nawet ci, którzy popełnili wykroczenie okazując pychę zaledwie w małym stopniu, powinni zostać ukarani. Ten, który trzy razy, gdy wrzucano snopki do stajni, dawał swemu koniowi ziarno, a cudzemu koniowi słomę ze wspólnych snopków, musiał w ten sam sposób albo zgodzić się na poniżenie, albo ze wstydem opuścić służbę. Równie stanowczo zakazał on im, gdy jechali oni na swych koniach do wodopoju, mącić sobie wodę nawzajem, tak starannie pilnował wszystkiego, że towarzysze broni nawet w drobnych sprawach łagodnieli jeden za drugim.

 

Ten, co stojąc na posterunku, pozwolił się tak opanować senności, że można mu było zabrać jego ubranie lub broń, miał być tak samo karany, bowiem ten, co śpiąc nie wypełniał obowiązku strażowania, do którego został wyznaczony, nie był uważany za tego, który przynosił pożytek królestwu. Poważniejsze występki prawo karało surowiej. Zranił ktoś jednego z towarzyszy broni ręką, mieczem lub pałką, albo wyrwał coś przemocą z rąk, albo pociągnął go za włosy, albo spiskował przeciw królowi, co potwierdzone byłoby przez wiarygodnych świadków, zostawał on jak poważny przestępca wyrzucony z hirdu i nie mógł już więcej pełnić wojennej służby.

 

Ten, który odniósł bardziej poważną szkodę, spowodowaną przez innego, powinien był się stawić przed króla i wnieść sprawę do niego; następnie wzywał on trzy razy pozwanego do stawienia się na tingu, każdy raz w asyście conajmniej dwóch towarzyszy broni jako woźnych sądowych. Jeżeli pozwany, który miał stawić się na sąd, miał stałe miejsce zamieszkania, miał być on raz wezwany w swoim domu, dwa razy w hirdzie przy swoim miejscu przy królewskim stole, niezależnie od tego, czy był on obecny na miejscu, czy nie, ale gdy nie posiadał on stałego miejsca zamieszkania, miał on być wezwany trzykrotnie w hirdzie przy swoim miejscu. Gdy rozprawa była w toku, składałi asystujący przy wzywaniu pozwanego woźni, którzy równocześnie występowali jako świadkowie, przysięgę, że prawidłowo ogłosili pozew pozwanemu, i że ani przyjaźń, ani nienawiść nie przywiodła ich do zajęcia się sprawą. Następnie powinno dwóch świadczyć w głównej sprawie przeciw pozwanemu, po tym jak najpierw zobowiązano ich do złożenia przysięgi, że ani z przyjaźni do powoda, ani z nienawiści do pozwanego nie zeznają nic innego, niż to, co byli widzieli i słyszeli. W sprawach, które dotyczyły przestępstw przeciw królowi, miano w zwyczaju najczęściej wierzyć temu, co słyszano, albo świadectwo opierało się na tym, co widziano. Do tego, co świadkowie wypowiedzieli, nie wolno było wprowadzać poprawek lub przeciwstawnych komentarzy, bowiem ich oskarżeń nie można było zmienić tym, że inni wzięli pozwanego w obronę, ani przez jego własne odrzucenie oskarżenia jako nieprawdziwego, tak wielką bowiem wagę i znaczenie przykładano tam do ich słów, że brano to za szalone, lub wprost za bluźniercze, by wątpić w ich prawdę. Pozwany nie mógł więc wobec świadectwa usprawiedliwić swojego wykroczenia ani wykazać swej niewinności przy pomocy jakiegokolwiek dowodu. Nie wolno mu tez było, jeżeli powód zaproponował złożyć przysięgę, stawiać swojej przysięgi przeciw jego. Po przesłuchaniu świadków następowało niezwłocznie rozstrzygnięcie sędziów, którzy wychodzili z założenia, że pozwany jako ten, który wyraźnie został uznany za winnego i nie miał teraz nic do powiedzenia przeciwstawnego, swym czynem pozbawił się majątku i czci, powinien zostać wygnany z kraju i być wyłączony z jakiejkolwiek służby wojennej; ten, którego wróg usiłował zabić, powinien zachować z tego powodu swoją cześć nienaruszoną i być wolnym od wszystkich zarzutów. Wyrok ogłaszano niezależnie od tego, czy pozwany był na miejscu czy nie, i wcale nie pomagało, jeżeli przebywał on gdzieś daleko, świadkowie zostali takoż przesłuchani do końca i wyrok zapadał, a gdy te dwie rzeczy zostały dopełnione, nie dozwalano oskarżonemu przedstawiać cokolwiek na swoją obronę. Kiedy wyrok zapadł, pytał król, czy obecni uznawali go, bowiem on sam siedział tam jedynie jako słuchacz, jako że przekazał on władzę sądowniczą hirdowi, gdyż nie uważał on za słuszne sądzić ludzi, którym on sam okazywał swoją życzliwość. Kiedy on krępował się wydawać srogie wyroki na tych, z których wyróżniającej się służby korzystał, kierował on te sprawy, które mu przedkładano, do uznania hirdu i wolał by tajemnica spowiła świadectwo jego łagodności, niż by wydając wyroki ujawnił swą surowość. Gdy wojowie odpowiedzieli i wszyscy jednogłośnie uznali wyrok, był zwyczaj pytania osądzonego, czy zamierzał oddalić się lądem czy wodą. Bowiem wolał król karać swych podwładnych raczej banicją niż na życiu, i by nie okazywać się niepotrzebnie bezwzględnym, pozwalał im samym wybierać, w jaki sposób mieli uciekać z kraju.

 

Wnieść sprawę – opis postępowania sądowego Saxo tworzył półtora wieku po wydarzeniach, trudno ocenić jaki wpływ na opis miała kodyfikacja prawa, która zaszła w międzyczasie, w wieku XII.

Pozew – tu miał formę ustnego wezwania do stawienia się na tingu sądowniczym.

Woźny – dostarczał stronie pozew i był jednocześnie świadkiem w sądzie.

Przysięga – układana była każdorazowo dla poszczególnej sprawy, jej rota zawierała bowiem krótkie oświadczenie dotyczące sporu; przysięga pozwanego nie miała takiej wagi dowodowej jak przysięga powoda czy świadków.

Król… przekazał władzę sądowniczą hirdowi – można rozumieć to w ten sposób, że sprawę wnoszono do króla, ten wyznaczał sędziów, którzy na jawnej rozprawie formalnie oceniali dowody w sprawie i wydawali w imieniu hirdu wyrok, który następnie wszyscy zgromadzeni na tingu zatwierdzali (albo nie); król przewodniczył tingowi, ale nie wchodził w skład sądu, przekazując swoje kompetencje zgromadzeniu.

 

Jeżeli osądzony wybrał drogę ucieczki wodą, powinien był on zostać odprowadzony nad morze przez wszystkich swoich towarzyszy broni; tam przekazywano mu łódź z wiosłami, prowiant i czerpak do wybierania wody z łodzi; i czekano cierpliwie na brzegu aż wiosła lub, w przypadku gdy podniósł żagiel, reje zniknęły z oczu. Następnie powtarzali wszyscy ten nowo zapadły wyrok, wykrzykiwali najgorsze przekleństwa na uciekiniera i skazywali go jednogłośnie na śmierć. Jeżeli sztorm zniósł go znowu na ląd, był on od razu traktowany jak wróg i ukarany, ponieważ znieważył on hird, jego dawni towarzysze broni gwałtownie napadali na niego i wykonywali wyrok śmierci na nim, tak więc było to równie niebezpieczne co haniebne dla tych, co dokonali przestępstwa, uciekać w ten sposób. Lecz jeżeli ten, co został wyrzucony z hirdu, wolał uciekać lądem, powinien w ten sam sposób zostać odprowadzony do lasu przez hird, i gdy odłączył się od nich powinni wszyscy czekać cierpliwie tak długo, aż stwierdzili, że odszedł on dobry kawałek drogi, następnie powinien cały hird trzy razy podnieść wielki hałas i wrzawę, i wznieść wielki okrzyk, by uciekinier przez pomyłkę nie zawrócił do nich. Następnie stawali się wszyscy niewzruszenie srodze wobec niego, bowiem by wszystko było dokonane z pełnym respektem dla prawa, wydawali wyrok śmierci na niego, gdyż nie powinno to wyglądać tak, że ukarali kogoś na życiu, kto nie był skazany na śmierć, co miało te konsekwencje, że on, co swoim czynem pozbawił się prawa do godnego życia w hirdzie, wstydliwie musiał prowadzić życie tułacza jako banita. W taki sposób zostawali ci, co naruszyli wojenną dyscyplinę, odsądzeni od czci i potraktowani jak wyrzutki społeczeństwa, bowiem to król stał za tym, by winnych karać poniżeniem, a nie przelewając krew, jako że uznawał on to za słabszą karę, niż pozbawienie ich czci. Jeżeli któryś z jego dawnych towarzyszy spotkał tak skazanego i nie zabił go, choć miał jedną strzałę więcej niż tamten, lub był samowtór, dzielił on wtedy jego pohańbienie, ponieważ lękał się on ukarać tamtego za za jego występek. Tak nakazywało prawo, że ci, co złamali zwyczaje, jakie obowiązywały wewnątrz hirdu, powinni byli zostać usunięci z niego, to była ta kara, która spadała na głowy tych, którzy łamali prawo hirdu.

 

Jeżeli powodowi nie dało się pogrążyć pozwanego przy pomocy zeznań świadków, przywoływał tenże [pozwany] sześciu ze swych towarzyszy broni jako współprzysiężników i czynił się w ten sposób niewinnym czynu, o który był oskarżany. A jeżeli ktoś z hirdu w niewiedzy dopuścił się znieważenia innego, o którym nie wiedział, że jest jego towarzyszem broni, też miał on przedstawić sześciu ludzi z hirdu, którzy swoją przysięgą świadczyli, że stało się to przez pomyłkę. Ponadto ci, których sąd oficjalnie osądził i skazał jak wcześniej podano, marnowali swój los i byli narażeni na wszystkie przeciwności, o tyle pewniejsze, jak biskupi we wszystkich trzech królestwach rzucili oficjalnie klątwę na tych, co zostali uznani winnymi takich przestępstw. Tak więc miała ta dyscyplina podwójną moc, jako że opierała się na królewskiej i kościelnej władzy, tak więc można powiedzieć, że sąd boży zapadał razem z ludzkim. Ta surowość prawa ukróciła wszelkie konflikty, skończyła z wrogością i całą buntowniczością, i uczyniła hird bardziej przyjaźnie nastawionym wobec króla. Później popsuto je jednakowoż tym złagodzeniem, że wprowadzono kary pieniężne, gdyż albo gorliwość osłabła, albo ze względu na łagodność panujących, niemniej to złagodzenie nie pomogło temu, kto uderzył kogoś kijem, ponieważ była to ta broń, której używano dla odpędzania psów. Tak drażliwy był honor naszych przodków, że uważali oni to za największą zniewagę zostać uderzonym w tak hańbiący sposób.

 

Współprzysiężnicy – w średniowiecznym procesie sądowym przysięga pozwanego nie była równa przysiędze powoda, równoważona była dopiero przysięgą złożoną przez współprzysiężników pozwanego, ich liczba zwykle zależałaby od ciężaru sprawy.

 

Zdarzyło się tak niestety, że to sam król był pierwszym, który złamał swoje prawo, tak że zasada, która dotąd była niewzruszona, i szczerze oraz niezłomnie przestrzegana, została naruszona przez niego, bowiem pewnego razu, gdy był pijany, zabił jednego ze swych wojowników. Gdy zrozumiał on, że jawnie wykroczył przeciw tym prawom, które sam wprowadził, ogarnął go gorzki żal i przywołał hird, zszedł ze swego królewskiego tronu i na publicznym widoku siadł pokornie na ziemi, po czym prosił hird, by zasądzili mu karę za ten czyn, który popełnił i zadeklarował, że chętnie podda się tej karze, którą oni wybiorą dla niego. Mimo, że mógł on uniknąć odpowiedzialności za swój czyn dzięki królewskiej władzy i mocy, poddał się on jednakże osądowi hirdu i wolał raczej uniżenie dać świadectwo swojej pokory niż użyć swej władzy i tym pokazać swoją pychę. Hird odszedł płacząc z tingu, i uważali, gdy rozpatrywano sprawę, że byłoby to zarówno niegodne jak i szkodliwe dla nich, osądzić króla według surowości prawa, bowiem wiedzieli dobrze, że bez niego byliby jak ciało bez ducha, które byłoby łatwą zdobyczą dla tych, nad którymi wcześniej panowali. Przyznali przed sobą, że cała armia rozpadnie się, jeżeli miałby on poddać się karze ustanowionej prawem, że jego banicja byłaby banicją dla nich wszystkich, jego upadek byłby upadkiem wszystkich, i że przy jego skazaniu niebezpieczeństwo będzie groziło im wszystkim. Dlatego nie wiedzieli oni, co mieli uczynić w tej tak trudnej sprawie i gdy jednako bali się, że ten wyrok, który mieli wydać, byłby zbyt bezwględny i zbyt surowy, zdecydowali oni, że król sam powinien zasądzić sobie karę, jako, że uważali, że lepiej było odnieść się do królewskiego autorytetu, niż do oceny podwładnych. Utrzymywali mianowicie, że jego występek możnaby naprawić poprzez ugodę [z krewnymi], jako że było to wiadome, że popełniony był bardziej z porywczości niż rozmyślnie. Dlatego uczynili go z oskarżonego sędzią, i dali mu, gotowemu do poniesienia swej kary, możliwość ku temu, gdyby chciał, uwolnienia się z zarzutów samemu. Tę władzę do osądzenia go, którą tak pięknie przekazał im, oddali mu z powrotem, by nie musieli decydować w tej trudnej sprawie pochopnie osądzając, i albo zbyt łagodnie mszcząc swego towarzysza broni, albo zbyt surowo karząc swego króla. W ten sposób życie i dobrobyt króla, które właśnie co naraził swym występkiem, zostały zachowane ze względu na złożoność okoliczności. Uważali ponadto, że został on wystarczająco twardo ukarany za swój występek, albowiem on, będąc u szczytu powodzenia, ukorzył się tak głęboko. W końcu poszli więc z wielkim uszanowaniem przed króla, posadzili go ponownie na jego tronie, przywrócili mu, co jako oskarżony lękliwie oczekiwał wyroku w sprawie, jego spokój ducha, czyniąc go jego własnym sędzią. Król orzekł więc, że jego wykroczenie powinno zostać naprawione poprzez główszczyznę, a gdy to zwykle raczej wynosiło czterdzieści marek srebra, skazał się sam na wypłatę trzystu sześćdziesięciu marek i dodał jeszcze do tego dziewięć marek złota jako dar, co ustanowił on jako prawo ustalając, ze zabójstwo odtąd powinno być móc odkupione grzywną w tej wielkości. Jedna trzecia części sumy powinna przypaść królowi, jedna trzecia część członkom hirdu, i jedna trzecia część krewnym zabitego, lecz w tym przypadku, gdzie on sam był królem i oskarżonym, podzielił on swoją trzecią część pomiędzy sługi kościelne i biednych zamyślając tym bogobojnym darem pojednać się z Bogiem, który jest panem nas wszystkich. Tak oto wystąpił on jako łaskawy sędzia i szlachetnie myślący pozwany, jednocześnie oczekiwał łaskawości dla siebie i szukał przebaczenia za swe występki stosując tę grzywnę, którą powinien wypłacić, jedynie we właściwy sposób. Faktycznie nie było za jego życia nikogo, kto złamałby prawo hirdu i tym samym nikogo, kto by został ukarany według niego; kiedy to podane w ten sposób zapobiegło wszelkiej buntowniczości, powstrzymało członków drużyny od kłótni i sporów, bowiem karząc nie czyniono żadnych względów na pokrewieństwo czy przyjaźń, lecz skazywano według pełnej surowości prawa. Teraz natomiast ta dawna dyscyplina w hirdzie osłabła i rozluźniła się, popełnia się w hirdzie bardziej zawstydzające czyny niż to dopuszczają się ludzie poza nim, bowiem wszystkie oskarżenia przeciw tym, którzy dokonują przestępstw, są wyciszane, a ten, który powinien karać przestępstwo, broni go, i nikt nie sprawuje kontroli nad wyuzdanymi obyczajami hirdu twardą i mocną ręką. Królowie w naszych czasach z tego powodu nie zawstydzają się, likwidując regulacje dotyczące dyscypliny w hirdzie, które były umacniane poprzez długotrwałe ich stosowanie, i choć jednocześnie pokój i spokój zakłócany jest tutaj kłótniami i rozruchami, wychodzi ten dobry stary zwyczaj z użycia, podczas gdy wobec wyuzdanych i porywczych młodzieńców powinien człowiek raczej użyć twardej ręki niż zbyt wielkiej łagodności i wyrozumiałości. Widać więc, że Knud w ten jednoznaczny i zdecydowany sposób dodał wiatru w żagle w ustanawianiu dyscypliny w swoim hirdzie. Ponadto zostało ustanowione, że król nie mógł zwolnić żadnego wojownika, ani żaden wojownik nie mógł zwolnić się ze służby królewskiej przed ostatnim dniem w roku, i zwyczaj ten rozprzestrzenił się z królewskiego hirdu do ludu pośledniejszego stanu, który długo naśladował to i trzymał się tego.

 

…surowo karząc swego króla – obowiązująca dzisiaj konstytucja Danii czyni monarchę wolnego od odpowiedzialności przed prawem.

Główszczyzna – prywatna kara dla zabójcy w formie odszkodowania pieniężnego na rzecz rodziny zamordowanego; w Danii w zasadzie była jednakowa za każde zabójstwo (różna w różnych częściach kraju), ale często towarzyszyła jej dodatkowa kwota nawiązki, której wysokość zależała już od pozycji społecznej zabitego (tu wyraźnie zależy też od pozycji społecznej zabójcy); w Danii główszczyznę zlikwidowano w 1866 roku.

Marka – grzywna, średniowieczna jednostka masy, połowa funta, ok.ćwierć kilograma.

Odkupione grzywną – po przyjęciu główszczyzny rodzina ofiary nie mogła pociągać zabójcy do dalszej odpowiedzialności.

Teraz natomiast ta dawna dyscyplina – Saxo porównuje dawne, dobre czasy do jemu współczesnych, t.j. z końca XII wieku.

 

 
Panel title
Antal besøg: 31876

Lav en gratis hjemmeside på Freewebsite-service.com

Editing

-0,35362195968628sekunder